RSS
środa, 19 stycznia 2011

Drugiego życia, jak sądzę (a jest to przypuszczenie graniczące z pewnością), mieć nie będę, to jedno musi mi wystarczyć. Bardzo dotkliwie czuję, że dany mi czas - te marne kilkadziesiąt, najwyżej sto lat, z których ponad czterdzieści dwa już minęły - ucieka i że nic jego upływu nie powstrzyma (może tylko sztuka, na mgnienie oka). I nie ma opcji: zacznij od początku. To znaczy podobno jest, ale ja jej nie dostrzegam. Nie wyobrażam sobie, jak mógłbym jakimkolwiek działaniem unieważnić to, czego dokonałem (z braku lepszego słowa) do tej pory. Prześladuje mnie myśl, że wszystkie błędy, które popełniłem, zostają na zawsze, że nijak nie da się ich wymazać, w życiu nie ma żadnego klawisza "backspace". Powiadają mądrzy ludzie, że tym, co dopiero zrobię, mogę zmienić znaczenie tego, co zdarzyło się w moim życiu wcześniej.Gdybym jeszcze potrafił w to uwierzyć...

15:08, sayitagain
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 11 października 2010
Nie wierzę w Boga, ale odczuwam Jego brak. Tak właśnie mówię, gdy ktoś porusza wiadomy temat. Nie zdradzając, że jestem autorem tej odpowiedzi, spytałem mojego brata, wykładowcę filozofii w Oksfordzie, Genewie i na Sorbonie, co o niej sądzi. Skomentował to zwięźle, jednym słowem: "Ckliwe".

(Julian Barnes, Nie ma się czego bać)

12:37, sayitagain
Link Komentarze (1) »
czwartek, 30 września 2010

You know, the thing about real estate accounting is that you can, you can head down the page or across the page, and everything works out.
So, every day, everything adds up. Well, the total is always the sum of its parts.
It's clean, it's clear, neat, absolute.
But my life, it... It doesn't add up. It's...Nothing connects to anything else. It's...
I'm not the sum of my parts. All of my parts don't add up to one... To one me, I guess.

To fragment monologu Andy'ego, jednego z dwóch głównych bohaterów filmu "Before The Devil Knows You Are Dead" ("Nim diabeł dowie się, że nie żyjesz"). Gra go - znakomicie - Philip Seymour Hofman.

I we mnie są różne składniki, z których można zapewne stworzyć całkiem interesującą i spójną całość, ale ja - tak jak Andy - nie potrafię dodać ich do siebie, nie potrafię złożyć tej układanki. Takie poczucie często - chyba zbyt często - miewam.

"Znajdź sobie psychoterapeutę albo żonę" - mówi do Andy'ego narkotykowy dealer. A jeśli ani jedno, ani drugie nie pomaga? Co wtedy?

11:31, sayitagain
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 września 2010

"Co byś zrobił, gdybym umarł?

Gdybyś umarł, to też chciałbym umrzeć.

Żebyśmy byli razem?

Tak. Żebyśmy byli razem."

(Rozmowa syna z ojcem z "Drogi" Cormaca McCarthy'ego. Film z Viggo Mortensenem w roli ojca widziałem tydzień temu i nadal siedzi mi w głowie. Powieść w polskim przekładzie właśnie dostałem i już we fragmentach posmakowałem tej krystalicznie czystej, ostrej jak żyleta prozy. Tym, którzy widzieli film albo czytali książkę i jeszcze na dodatek są rodzicami, nie muszę tłumaczyć, dlaczego mam łzy w oczach.)

14:52, sayitagain
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 września 2010

Od jakiegoś czasu znów nachodzą mnie myśli o śmierci.

Zaczęło się od jednodniowego wyjazdu w krainę dzieciństwa, czyli do wsi Iły koło Urli, gdzie spędzałem wakacje w podstawówce. Z trudem odnalazłem działkę niegdyś należącą do dziadków, z charakterystycznym bukowym żywopłotem (po nim między innymi poznałem, że dotarłem we właściwe miejsce). Oczywiście mnóstwo rzeczy się pozmieniało - wyboista droga, którą jeździłem po gazety dla dziadka ("Trybunę Ludu" i "Życie Warszawy", pamiętam dobrze) jest teraz wyasfaltowana, niemal każdy kawałek łąki czy pola pogrodzony, niemal wszędzie tabliczki "Obiekt chroniony przez agencję taką a taką"... Potem krótki wypad nad rzekę Liwiec, płytką i nadal dziką - na szczęście, choć kiedyś nad brzegiem nie leżały plastikowe butelki po napojach. Moja czteroletnia córeczka miała wielką uciechę - było ganianie się po piasku, budowanie zamku...
Czułem się tam nad Liwcem z jednej strony dobrze - w przeszłości kojarzającej się z ładem i bezpieczeństwem, ale zarazem trochę jak starzec, który patrzy wstecz na minione już życie i uśmiecha się pogodnie myśląc o beztroskich chłopięcych swawolach. Jak ktoś, kogo życie dobiega już kresu. Ta myśl mnie zmroziła.

A potem było zamknięcie księgarni, którą prowadziłem przez osiem miesięcy - trzy dni wywożenia książek, mebli i różnych szpargałów, by doprowadzić lokal wynajmowany na Węźle Młociny do tak zwanego stanu pierwotnego. W miejscu, gdzie jeszcze niedawno ludzie wybierali książki dla swych dzieci i gawędzili ze mną przyjaźnie, jest teraz pusto. Ta pustka też skojarzyła mi się ze śmiercią i napełniła mnie lękiem.

No i jeszcze Magda, moja młodsza córka, która najpierw mówi, że chciałaby być duża, żeby móc chodzić z tatusiem do pracy, a potem waha się i stwierdza, że nie, jednak nie chciałaby dorastać, bo rodzice wtedy umrą.

Co mnie najbardziej trwoży, gdy myślę o śmierci? Na pewno jej nieodwracalność, to, że praktycznie nic nie można tu wytargować. Nawet najbardziej usilne starania muszą kiedyś zakończyć się porażką. Ostatnia kropka musi zostać postawiona, choć zazwyczaj chciałoby się jeszcze wiele dopowiedzieć. Ogarnia mnie strach, gdy próbuję sobie wyobrazić, że kiedyś mnie nie będzie. Jak to możliwe, że moja babcia w ostatnich miesiącach swego życia nieomal z niecierpliwością wyglądała śmierci? Wiem, że wiele jej zostało odebrane, że była zbyt dumna, by znieść myśl, że może być dla kogoś ciężarem, ale czy mnie, nawet w podobnej sytacji przeszłyby przez gardło słowa: "Pora umierać"?

15:43, sayitagain
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19
Szablony katemac