Blog > Komentarze do wpisu

Nie pomaga, a jednak ludzie w nią wierzą

Mowa oczywiście o homeopatii. Zrobiło się o niej znów głośno mniej więcej tydzień temu, gdy do mediów przedostała się informacja o liście wysłanym przez Ministerstwo Zdrowia do Naczelnej Rady Lekarskiej. Ministerstwo domaga się w nim wycofania kategorycznej opinii NRL z 4 kwietnia ub. roku zgodnie z którą homeopatia jest metodą nienaukową o niezweryfikowanym działaniu, a zgodnie z art. 57 kodeksu etyki lekarskiej takimi metodami lekarzom posługiwać się nie wolno. Wiceminister zdrowia Marek Twardowski argumentował w liście, że środki homeopatyczne są dopuszczone do sprzedaży w Polsce, więc lekarze mają prawo je przepisywać pacjentom na równi z innymi.

Miałem o sprawie napisać od razu, ale potem pochłonęły mnie inne tematy i dopiero artykuł z najnowszego "Przekroju" ("Nie szkodzi, że nie szkodzi") skłonił mnie do powrotu do zadziwiającego sukcesu homeopatii. Zadziwiającego dlatego, że nauka wypowiada się w tej sprawie jednoznacznie (opinia NLR jest jedną z wielu podobnie brzmiących), a jednak sporo ludzi, mających dyplomy uniwersyteckie i zasadniczo zdecydowanie pozytywne nastawienie do nauki w tej akurat kwestii autorytetów słuchać nie chce - woli w i e r z y ć w coś, na co żadnych przekonywujących dowodów nie ma. Z artykułu w "Przekroju" dowiedziałem się, że wśród gorących zwolenników homeopatii jest książę Karol. Jest też cytowana pozytywna opinia na temat tej metody pani dr Elżbiety Wojtasik z Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych ("To inne podejście, ale też oparte na wiedzy (...), którą można wykorzystać dla zdrowia pacjenta. Homeopatię łatwo wyśmiać, ale trudniej zdobyć wiedzę na jej temat.") No cóż, myślę, że jest to wiedza podobna do tej, na jaką powołują się zwolennicy kreacjonizmu, czyli wiedza nie mająca wiele wspólnego z nauką. W obu przypadkach mamy próbę stworzenia alternatywy wobec wiedzy wykładanej (przynajmniej do tej pory) na uniwersytetach. Ciekawe, jak dalej potoczą się losy tego sporu. Może doczekamy się powstania szkół wyższych, na których wykładana będzie wiedza o homeopatii obok/zamiast medycyny i kreacjonizm obok/zamiast nauki o ewolucji?

Sprawa ma dla mnie osobisty wymiar, bo gorącą zwolenniczką homeopatii jest także moja żona.  Wielokrotnie próbowałem ją przekonać, że to szarlataneria, ale za każdym razem kończyło się awanturą, więc póki co przełknąłem gorycz porażki i poniechałem dalszych prób "nawracania". Jednak artykuł w "Przekroju" pokazałem... o dziwo, przyjęła to nawet całkiem spokojnie. Może więc jest jeszcze dla niej nadzieja?

PS. Środki homeopatyczne mogą zostać dopuszczone do obrotu tylko dlatego, że stworzono dla nich osobną kategorię, co oznacza, że nie trzeba udowadniać ich skuteczności terapeutycznej na tych samych zasadach, jakim podlega np. paracetamol. A więc są równi i równiejsi. Dlaczego?!

czwartek, 29 stycznia 2009, sayitagain

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/01/29 16:06:56
Wiara w homeopatię jest zaiste zadziwiająca. I zaraźliwa, nawet jeśli tylko podskórnie. Zauważyłem w sobie silniejszy wewnętrzny sprzeciw przeciwko sprzedawaniu przez apteki kubków magnetycznych, niż przeciwko sprzedawaniu homeopatii. A powinien być identyczny.

Zgadzam się, że lekarze nie powinni zapisywać homeopatii, niech se ludzie ją sami kupują. I powinno być wyraźne obowiązkowe odróżnienie preparatów homeopatycznych od leków. W USA paraleki (np. ziołowe, nie jestem pewien homeopatycznych, ale myślę, że ich to też dotyczy) maja napisane różne stwierdzenia w rodzaju "pomaga systemowi odpornościowemu", ale zawsze po takim stwierdzeniu musi być gwiazdka odsyłająca do przypisu "These statements have not been evaluated by the Food and Drug Administration. This product is not intended to diagnose, treat, cure or prevent any disease." Myślę, że jest dość uczciwe rozwiązanie, niestety, z tego co pamiętam, w Polsce na preparatach homeopatycznych wypisuje się co się chce.
-
2009/01/29 23:00:04
Mnie też zadziwia wiara, z pozoru rozsądnych ludzi, w działanie preparatów homeopatycznych. Mój ojciec od jakiegoś czasu je stosuje i nie widzę żadnej metody, żeby mu przetłumaczyć, że to nie działa i równie dobrze (albo i nawet z lepszym skutkiem) może "leczyć" się aspiryną.

Drażni mnie fakt, że preparaty homeopatyczne zalegają półki w aptekach i na pytanie: a co na grypę magister farmaceuta mówi: polecam Oscilococinum (czy jakiś inny badziew, ten akurat pamiętam za sprawą wieloletniej, intensywnej kampanii reklamowej). To, o czym pisze miskidomleka - wyraźna informacja na opakowaniu, że nie ma to potwierdzonego działania leczniczego oraz zakaz używania w reklamie wszelkich skojarzeń związanych z leczeniem.

Internet to może nie jest zbyt reprezentatywne miejsce, ale zadziwiające jest, jak wiele młodych ludzi chce wierzyć w skuteczność np. leczenia nowotworów witaminą B17 i jest przekonanych, że brak oficjalnego leku na raka (bo to dla nich zbyt trudne, żeby skumać, że rak to tylko jeden z rodzajów nowotworu) czy brak skutecznej szczepionki na HIV to wynik spisku koncernów farmaceutycznych. Coraz większy posłuch zdobywa też ruch przeciw szczepionkom (jako nieskuteczne a powodujące choroby; sztandarowy ich przykład to autyzm ponoć wywoływany właśnie przez szczepionki).
-
2009/01/30 02:35:35
Studiować homeopatię na wyzszej uczelni... W Australii można już od dawna, patrz: www.homeopathycollege.com.au/ albo www.aias.com.au/ . Ale w Australii, lekarz nie może przepisać "leku" homeopatycznego. Wogóle lekarz może coraz mniej, lekarz MUSI przestrzegać dokładnie wyuczonych metod i formuł, dlatego ludzie szukają porady u kogoś kto potraktuje ich ... jak ludzi. W ostatnich latach medycyna wplatała się w niezdrową zależność od przemysłu farmaceutycznego (w Australii bardzo duża ilość klinik medycznych jest finansowana przez aptekę "za rogiem") oraz spozywczego. Rezultat - absolutnie błędne terapie i diety , które wpędziły miliony ludzi w cukrzycę i chorobliwą otyłość. Osobiście nie wierzę w homeopatię ale przede wszystkim wierzę w naturalną zdolność organizmu do obrony i regeneracji. Homeopaci i inni "szarlatani" po prostu dają organizmowi szansę, jakiej nie daje nowoczesna medycyna. W wielu wypadkach to wystarczy.
-
2009/01/30 17:42:19
Dzięki za link do artykułu. Dobrze napisany. Nie rozumiem tylko dlaczego autor pod koniec napisał, że pacjenci nie leczący się z powodu homeopatii to rzadkość. Wystarczy popatrzeć, co się dzieje w UK. Newsnight zrobili dochodzenie, w którym chodzili do homeopatów i mówili że wybierają się do kraju o wysokim zagrożeniu zarażenia malarią. Było im mówione, że homeopatia może zapobiec malarii. Jednocześnie szpitale notują dużo przypadki pacjentów przekonanych że byli bezpieczni ponieważ brali preparaty homeopatyczne. To ma być nieszkodzenie?
-
2009/01/31 00:08:58
Ciekawe jest stanowisko Kościoła katolickiego wobec homeopatii. Boją się jej jak szatana lub Harry'ego Pottera. I atakują z pozycji czysto materialistycznych - przecież te preparaty niczego nie zawierają.
No pewnie, że nie. Tak samo, jak hostia nie zawiera ciała Chrystusa - w sensie fizycznym, materialnym. Ale zjawiska niematerialne - na te monopol ma Kościół.
-
2009/01/31 19:56:50
Homeopatia moze byc pomocnym narzedziem w reku lekarza, ktory wie, jak i kiedy ja zastosowac, tzn. wie kiedy moze sobie pozwolic na zastosowanie efektu placebo. No ale to niebezpieczna gra, zwlaszcza ze moze byc grana przez niedoswiadczonych wykorzystywaczy.
-
2009/02/15 12:15:50
Wiadomo - za wszystkim stoi zysk... ludzie wierzą w różne rzeczy. Raz homeopatia, raz jakieś podejrzane suplementy (co jakiś czas zmienia się moda i ludzie rzucają się na sproszkowane buraki, innym razem na herbatę koniecznie w kapsułkach). Nawet sporo ziół "tradycyjnych" wziętych pod lupę w badaniach naukowych okazuje się nie mieć konkretnego działania (mimo wszystko jednak to inna działka - jest sporo ziół, które mają bardzo ciekawe, potwierdzone właściwości).
Najbardziej podobają mi się ulotki "leków" homeopatycznych - czasem rzeczywiście jest w nich coś konkretnego (np. ziołowego o potwierdzonym działaniu), w małym rozcieńczeniu (D2) i zgodzę się, że to może działać jeśli tylko faktycznie tam w środku jest... ale jakieś jady węży rozcieńczone trudno nawet policzyć ile razy? Jest tam z tego jadu jakaś pojedyncza molekuła? A nawet jeśli jakaś się znajdzie, to może już nie w towarzystwie innych molekuł które normalnie w jadzie węża jej towarzyszą, tylko będzie to np. jakiś bezużyteczny cukier... który w dodatku nie wchłonie się w jelicie ;)
No i te praktyki potrząsania, i że niby woda zapamiętuje jakieś struktury. Ciężkie do przełknięcia. A i często bezsensownie drogie, zwłaszcza jeśli w składzie jest przede wszystkim woda, czy jakieś lepiszcze tabletkowe...
-
2010/06/27 12:18:44
Komentarz trochę późno, ale ważne, że adekwatnie ;)

www.youtube.com/watch?v=HMGIbOGu8q0

Urzekło mnie to :)
Szablony katemac